Wygrywaj lub przegrywaj, Trump był lustrzanym odbiciem, którego potrzebowała Ameryka

Dzień po wyborach 2020 r. wyścig prezydencki między Donaldem Trumpem a Joe Bidenem jest wciąż zbyt bliski, by go ogłosić. Ponieważ stany nadal liczą karty do głosowania, możliwość powtórnych przeliczeń i spór wpływ na ostateczny wynik pozostaje. Dla obu kandydatów pozostają realne drogi do zwycięstwa, nawet pośród kilku kolosalnych porażek, które powinny były doprowadzić do pobicia obecnego Trumpa.

W różnych momentach kampanii zarówno Trump, jak i Biden odnosili się do tych wyborów jako walcz o duszę Ameryki . Jeśli tak jest, to lepsze niż oczekiwano wyniki Trumpa powinny unieść lustro, aby Amerykanie mogli zobaczyć, jak naprawdę wygląda ta dusza.

Po lekceważeniu pandemii COVID-19, która pochłonęła ponad 200 000 amerykańskich istnień, Trump nadal ma solidne wsparcie, nawet po tym, jak sam zachorował. W ciągu ostatnich czterech lat otwarcie zachowywał się do okrutnych dyktatorów, takich jak prezydent Rosji Władimir Putin, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan i najwyższy przywódca Korei Północnej Kim Jong-un. Niewłaściwie rozmieścił wojsko na obywatelach amerykańskich w chwili niepokojów społecznych. Nie zdołał potępić białej supremacji, oddzielił rodziców imigrantów od ich dzieci, konsekwentnie stosował rasistowską retorykę i zakazał mieszkańcom siedmiu krajów z większością muzułmańską wjazdu do USA Nic z tego nie podkopało jego bazy, nawet wyborców kolorowych – sondaże wyjazdowe pokazać, że Trump wspiera od Czarny oraz Latynos lub Latynos liczba wyborców wzrosła od 2016 r.



Tymczasem szalejące pożary w Kalifornii podkreślają decyzję Trumpa o wycofaniu Stanów Zjednoczonych z paryskiego porozumienia klimatycznego. Jego brak przejrzystości i demonizowanie prasy można uznać za akceptowalne jedynie w reżimie autorytarnym. Regularnie obnosi się z niedemokratycznymi wartościami, a jego narcyzm pozornie nie zna granic. Przekształcił briefingi prasowe w scenę dla swojego osobistego reality show politycznego. Mimo to Trump podczas swojej kadencji nadal zachowywał poparcie około połowy elektoratu.

Trump nie jest przyczyną; jest odzwierciedleniem dawnych decydentów, wartości i praktyk.

Żeby było jasne, większość Amerykanów zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie Trump stwarza dla demokracji – przegrał on w 2016 r. i wszystkie oznaki wskazują na ten sam wynik w 2020 r. Większość wyborców rozumie ból i cierpienie, jakie spowodowało jego dążenie do uczynienia Ameryki wielką dla kobiet, imigrantów, osób kolorowych, ubogich i klasy robotniczej.

Mimo to ogromne wsparcie, jakie Trump nadal otrzymuje, ujawnia duszę Ameryki taką, jaka jest. Rasistowska retoryka Trumpa nie jest ani nowa, ani wyjątkowa. Nie jest jedynym miliarderem, który unika milionów podatków. I, niestety, kolorowi imigranci zawsze byli traktowani gorzej niż ich biali, zachodnioeuropejscy odpowiednicy. Mając to na uwadze, historycy nie będą wspominać dnia, w którym Trump objął urząd, pisząc o erozji tradycji demokratycznych. Trump nie jest przyczyną; jest odzwierciedleniem dawnych decydentów, wartości i praktyk.

Przewidywalne teraz zachowanie Trumpa będzie kontynuowane. Zgodnie ze swoimi wartościami, on fałszywie ogłoszone zwycięstwo w środku nocy, zasadniczo zachęcając do przemocy, zamieszania politycznego i prawnego oraz straszliwego oczekiwania, że ​​nie opuści urzędu spokojnie, jeśli przegra teraz lub nawet po potencjalnej drugiej kadencji. Te niedemokratyczne oświadczenia nie powinny nas dziwić, podobnie jak pozornie niesłabnące poparcie dla tych oświadczeń – w końcu to człowiek, który powiedział , na wiecu w 2016 roku mógłbym stanąć na środku Piątej Alei i kogoś zastrzelić i nie straciłbym wyborców. Ameryka udowodniła mu rację.

Jeśli w tych wyborach chodzi o duszę Ameryki, to nawet głosowanie na Donalda Trumpa z urzędu nie wystarczy.

Tymczasem potencjalne zwycięstwo Bidena będzie możliwe dzięki amerykańskim miastom, zamieszkałym przez ludzi kolorowych. Trump ma o którym mowa do tych czarno-brązowych dzielnic jako miejsc opanowanych przez przestępczość i gryzonie. Oni nie są; społeczności te są miejscami, które podnoszą uczciwość, nadzieję, ciężką pracę i determinację – wartości, na których musi budować kraj.

Jeśli w tych wyborach chodzi o duszę Ameryki, to nawet głosowanie na Donalda Trumpa z urzędu nie wystarczy. Nieustające poparcie prezydenta pokazuje, że lustro, w którym trzymamy duszę Ameryki, powinno zmusić nas do refleksji nad wierzeniami, systemami i praktykami politycznymi, które go wybrały. Poparcie Bidena jest wystarczającym dowodem, by powiedzieć, że Ameryka to nie Trump, ale Trump nadal reprezentuje znaczną część amerykańskiej duszy. Konfrontacja z tą częścią oznacza stawienie czoła rasizmowi, ksenofobii i klasizmowi narodu. Jeśli któregoś dnia odniesiemy sukces w walce z tymi demonami, Trump był zwierciadłem, którego potrzebowała Ameryka.